Swoje
analizy skierujemy nie tak na powszechnie znany problem (a jest nim
sporządzenie opinii wyłącznie na podstawie akt sprawy nie zaś równolegle
na bazie badań danej Strony), co na inne trudności, które winny zostać
wzięte pod uwagę. Punktem odniesienia będzie kościelny proces małżeński
prowadzony z tytułu niezdolności natury psychicznej do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich
(kan. 1095 nr 3 KPK), gdyż nie tylko, że wiele procesów przebiega z tej
prawnej przyczyny, co przede wszystkim ta podstawa prawna niejako
wymaga zaangażowania eksperta.
Nie
zawsze jest tak, bądź częściej ma miejsce sytuacja, gdy przykładowo
jedna ze Stron procesowych dopiero przy okazji przebiegającego procesu
po raz pierwszy poddaje się badaniom, co oznacza, iż w aktach sprawy
brak jest innych dokumentów medycznych/psychologicznych, z których
rysuje się jakaś nieprawidłowość, bądź została ona wprost zdiagnozowana.
I tutaj mamy do czynienia z pierwszą możliwą trudnością: jak wiadomo,
badania dla potrzeb kościelnego procesu małżeńskiego mimo wszystko są
ograniczone, tak, jeśli chodzi o czas na ich wykonanie, jak i metody.
Widać to chociażby na jednym przykładzie w postaci alkoholowego
uzależnienia. W procesie na pewno nie stosuje się tzw. metod
laboratoryjnych, a te mogą dodatkowo potwierdzić wspomniane
uzależnienie. Owszem, może ktoś zarzucić, iż czasami treść akt sprawy,
jak i inne metody sensu stricte
psychologiczne, a zastosowane przez Biegłego są wystarczające czy
wystarczą do zdiagnozowania. Niemniej, dlaczego nie poszerzyć opinię i o
takie dodatkowe potwierdzenie. Z nim jest o wiele trudniej dyskutować
aniżeli z innym rodzajem metod, i dotyczy to nie tylko ew. zarzutów
szczególnie od tej Strony procesowej, która podlega badaniom, pod
warunkiem jej zaangażowania, ale i ew. wątpliwości, a podniesionych, czy
przez Obrońcę węzła małżeńskiego, czy na poziomie Apelacyjnego
Trybunału.
Kolejną
możliwą trudnością jest wpływ na potwierdzenie istnienia
nieprawidłowości, które to potwierdzenie zależy od kultury (!). Innymi
słowy, to, co na jednym kulturowym obszarze jest uznawane za
nieprawidłowość wcale nie musi być tak klasyfikowane w innej kulturze.
Wydaje się, iż możemy mieć przy tym do czynienia z dwoma ew. problemami.
Pierwszy pozostaje w związku z wymogiem, który stoi przed Kościelnymi
Sądami, aby jako Biegłych rzeczywiście zatwierdzały one osoby
kompetentne. Przecież kościelne procesy małżeńskie nie toczą się jedynie
w krajach – nazwijmy to – rozwiniętych, ale i rozwijających się, w
których prawdziwym wyzwaniem może być znalezienie prawdziwych ekspertów,
którzy nie będę sugerowali się wyłącznie rodzimą kulturą, a którzy będą
stosować rzeczywiste naukowe metody. Kolejna możliwa trudność zachodzi
na linii Biegły a Strona. Tak jak Biegły w swojej diagnozie musi być
ponad daną kulturę, tak już Strona nie ma takiego wymogu. Stąd wg mnie, w
tak zarysowanej sytuacji, raczej nie wystarczy sporządzenie opinii, ale
– w przypadku, gdy potwierdza się w niej istnienie jakiejś formy niezdolności
– zasadnym byłoby przeprowadzenie rozmowy z tą Stroną, której winno się
wyjaśnić tę – dla Niej – dychotomię: z jednej strony „brak” niezdolności po Jej Stronie wg Jej kultury, zaś z drugiej strony, istnienie takiej wg obiektywnych metod.
Ja bym przy tym podała też nieco inny przykład: chociażby kwestia
interpretacji obowiązków, o których w rzeczonej wadzie, w kontekście
płci, co jednak wiąże się na sposób konieczny z sięgnięciem do kultury. A
zatem także ona winna być uwzględniona w danym konkretnym wyroku,
przecież dotyczy on pojedynczej, konkretnej sprawy dwojga Osób gdzieś
wzrastających.
Jeszcze
inna możliwa trudność zachodzi w sytuacji, gdy ewidentnie ma się do
czynienia z Osobą o jakimś zaburzeniu, a która nawet z własnej
inicjatywy wszczyna i bierze udział w procesie. Sama spotkałam się z
przypadkiem, gdy zaburzona Strona na początku dosyć entuzjastycznie
podchodziła do procesu, entuzjazm ten jednak całkowicie zanikł, gdy po
raz kolejny ktoś – w tym przypadku – Biegły sądowy – potwierdził Jej niezdolność.
Cały czas winniśmy pamiętać, iż Biegły nie tylko posługuje się
terminami, które mogą wydawać się dosyć abstrakcyjne dla Strony, chociaż
poniekąd dla Niej zrozumiałe (diagnozujące Ją jako Osobę o
nieprawidłowej osobowości), ale jednocześnie przekłada to na praktyczny
język, wprost stwierdzając, iż Osoba Ta nie jest w stanie podjąć
obowiązków małżeńskich, rodzinnych, nie jest w stanie być małżonkiem,
rodzicem. Wydaje się, iż sądowy kontakt z Takimi Osobami winien być
mocniejszy aniżeli w innych przypadkach, aczkolwiek zależy do od
nieprawidłowości. Przecież taka dodatkowo diagnoza ze wszystkimi swoimi
konsekwencjami może też wywrzeć dodatkowy negatywny wpływ na osobowość
Tejże Strony, może pogorszyć jej stan psychiczny.
Następną
potencjalną problematyczną kwestią jest tzw. podwójna diagnoza.
Naturalnie, nie powinno się wątpić w opinię wykwalifikowanego Biegłego,
ale w tym miejscu chodzi o inne zagadnienie: wyrok wywiera rzeczywisty
wpływ na życie człowieka: albo otrzymuje on możliwość zalegalizowana
swojego związku na forum kościelnym, albo nie, albo otworzona zostaje
przed nim możliwość religijnego praktykowana, albo w pewnym sensie nie
(„w pewnym sensie” – bowiem to od osoby zależy, jaki dokona ona sama
wybór: życie w drugim związku nie zatwierdzonym przed Kościołem, a tym
samym niepraktykowanie religijne, bądź odwrotna sytuacja), jak zatem
widać, materia jest poważna. Wracając zatem do tematu: o co chodzi w
tzw. podwójnej diagnozie. Zostało to już przy innej okazji oraz w innym
kontekście pokrótce przedstawione: przykładowo są takie choroby
neurologiczne, które powodują zaburzenie psychiczne (mowa jest wówczas o
organicznych zaburzeniach psychicznych); są takie też sytuacje, kiedy
oba schorzenia istnieją niezależnie od siebie; może mieć miejsce też
przypadek, gdy to dopiero diagnoza jakiejś neurologicznej choroby
generuje zaburzenie psychiczne (chodzi wtedy o zaburzenia adaptacyjne);
bądź taki, gdy owo zaburzenie powstaje dopiero jako negatywny objaw
wdrożonego leczenie (również - organiczne zaburzenia psychiczne). Takimi
przykładami jest depresja a choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane,
choroba Huntingtona. I na pewno pomiędzy tymi przypadkami jest różnica,
jeśli rozważy się je w kontekście nieodłącznych elementów rzeczonego
defektu, tj. niezdolności.
Natomiast ja pokusiłabym się o jeszcze inny przykład w postaci zaburzeń
psychicznych spowodowanych przyjmowaniem substancji psychoaktywnych.
To
zaledwie cztery krótkie przykłady, ale myślę, iż już Sąd prowadzący
proces winien się z każdym z tych możliwych problemów zmierzyć, i z
racji merytoryczności samego procesu, i z racji – przede wszystkim –
dobra biorących w nim Stron.
Na ten temat m. in. w:
Psychiatria. Wybrane zagadnienia, pr. zb. pod red. A. Kiejny, K. Małyszczaka, J. Mazurek, Wrocław 2006;
Konteksty psychiatrii, pr. zb. pod red. B. de Barbaro, Kraków 2014.
Komentarze
Prześlij komentarz