Przejdź do głównej zawartości

Proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny

Z racji nie tak dawno procesu kanonizacyjnego postanowiłam jeden z artykułów poświęcić właśnie tej tematyce w kontekście ściśle prawnym.
W Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 r. na uwagę zasługuje szczególnie jeden kanon dotyczący interesującej nas kwestii, jest nim kan. 1403. Czytamy w nim: Sprawy kanonizacji Sług Bożych rządzą się szczególną ustawą papieską (§1). W sprawach tych mają ponadto zastosowanie przepisy tego Kodeksu, ilekroć w tejże ustawie odsyła się do prawa powszechnego albo chodzi o normy, które z samej natury rzeczy dotyczą także tych spraw (§2). Stąd punktem odniesienia stają się: Konstytucja apostolska Divinus prefectionis Magister Jana Pawła II z 25 stycznia 1983 r., Normy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, które należy zachowywać przy przeprowadzaniu dochodzenia przez Biskupów w sprawach kanonizacyjnych z 7 lutego 1983 r., Dekret generalny Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych na temat spraw Sług Bożych, które są aktualnie rozpatrywane w Kongregacji z 7 lutego 1983 r. oraz Regulamin wewnętrzny(ten przedostatni dokument ma charakter przejściowy, gdyż dotyczy tych spraw, które zostały rozpoczęte wg jeszcze obowiązującego, starego prawa, a kontynuowane wedle nowego).
Przyjęte zostało, iż aby daną Osobę można było uznać za błogosławioną wymaga się uznania jednego faktu za cudowny, to już wystarcza zatem do procesu beatyfikacyjnego, z kolei, aby uznać błogosławioną za świętą postawiony jest wymóg uznania kolejnego cudu. Biskup Rzymski (Papież) ma władzę, aby w trakcie procesu beatyfikacyjnego, gdy badane są jakieś cudowne zjawiska, jeden z nich już wykorzystać do kolejnego procesu tym razem kanonizacyjnego, ale trzeba przyznać, iż nie korzysta się z tego prawa, stąd praktyka jest taka, iż po procesie beatyfikacyjnym zostają wzięte pod uwagę te zjawiska, które miały miejsce po tym procesie. Chodzi o to, aby uniknąć ew. zarzutu ułatwiania czegoś. Jeśli chodzi już o samą kwestię uznania danego zjawiska za cudowne, to na początku trzeba pamiętać, iż bierze się pod uwagę zwykle jakieś zjawiska fizyczne, typu uzdrowienie, nie zaś moralne, przykładowo nawrócenie, zerwanie z nałogiem, oczywiście i ten ostatni rodzaj może mieć rangę czegoś cudownego, ale trzeba przyznać, iż trudniej byłoby z jego weryfikacją i definitywnym uznaniem tego za cud, do tego doszłoby ew. niebezpieczeństwo jakiegoś zarzutu z zewnątrz i zaprzeczenie temu, iż to zjawisko jest jednak cudem. Warto dodać, na wzór małżeńskiego procesu kościelnego, w trakcie którego również biorą udział biegli, iż w trakcie procesu beatyfikacyjnego czy kanonizacyjnego nie jest ich zadaniem wysunięcie twierdzenia, iż dane zjawisko należy uznać za cud, gdyż przekraczałoby to ich kompetencje, to samo dotyczy zresztą, w wzmiankowanym tu procesie małżeńskim, stwierdzenia przez nich, iż w danym przypadku zachodzi np. niezdolność natury psychicznej, zatem to, co mogą jedynie stwierdzić w swoim wniosku, to fakt: czy dane zjawisko można wytłumaczyć racjonalnie, czy też nie. W dowodzeniu cudów, po raz kolejny w analogii do procesu małżeńskiego, należy odnieść się także do zeznań świadków, dokumentów, a zatem do znanych już nam różnych rodzajów środków dowodowych. Ważnym jest też uwzględnienie religijnego kontekstu tegoż zjawiska, bez niego trudno byłoby mówić w ogóle o odniesieniu do analizowanego procesu.
Oczywiście cud to jeden z wymogów, aczkolwiek nie jest on konieczny przy uznaniu kogoś za Męczennika, jak i to nie jedyny wymóg w procesie, wynika to przede wszystkim z faktu, aby religijność nie utożsamiać tylko z jakąś sferę nadprzyrodzoną, z nieprawidłowym pojęciem i zrozumieniem cudownego zjawiska, stąd kolejnymi wymogami są: konieczność uznania tzw. heroiczności cnót oraz aktualności przesłania i życia dla obecnych przyszłego Błogosławionego czy Świętego, tj. aby Jego przesłanie, życie nie pozostawało oderwane od czasów. Pod pojęciem heroiczności cnót należy rozumieć ich praktykowanie ponad powszechny sposób, chodzi nadto o udowodnienie długotrwałości w ich praktykowaniu, podejmowanie ich wszystkich względnie ich większej liczby nie zaś tylko wybranych, oraz podejmowanie ich nie ze względu na osobiste, prywatne cele (np. miłość własna).
Podobnie wnikliwemu badaniu jak życie przyszłego Błogosławionego czy Świętego poddane zostają wszelkie dzieła, które wyszły spod Jego ręki, pod kątem tego czy nie ma tam czasem czegoś, co przeciwstawiałoby się wierze oraz moralności. Wzmiankowane dzieła też mają pozostawać w związku z życiem, aktualnością danej Osoby, i po raz kolejny w analizę zaangażowane są właściwe autorytety (biegli), jak i sięga się, gdy jest to możliwe, do różnych środków dowodowych (zeznania świadków).
Postępowanie przebiega na poziomie diecezjalnym jaki i Kongregacji. Na pierwszym z nich dużą rolę odgrywa postulator sprawy, który ma pieczę nad gromadzeniem, analizą dowodów, natomiast tym, który sprawę zwykle inicjuje jest biskup, w każdym razie jest on odpowiedzialny za proces. Warto tylko dodać, iż procesy nie powinny rozpoczynać się przed upływem pięciu lat od śmierci Sługi Bożego. Po sporządzeniu transumptu, a zatem, gdy już wszystko jest przygotowane na poziomie diecezjalnym, wysyła się go do Kongregacji, to przejście na kolejny, wyższy poziom. Działanie Kongregacji nie ogranicza się do pozytywnego przyjęcia zgromadzonych dowodów, tzn. do ich uznania, do ich analizy, ale Kongregacja służy także pomocą, gdy proces przebiega jeszcze na poziomie diecezjalnym. Te dwa stopnie przypominają trochę konieczność uzyskania dwóch pozytywnych wyroków w procesie małżeńskim. Ostateczna decyzja o uznaniu za Błogosławionego czy Świętego należy do Papieża.
Na końcu zastanówmy się nad różnicą pomiędzy procesem beatyfikacyjnym, jego rezultatem w postaci uznania kogoś za Błogosławionego oraz procesem kanonizacyjnym, i jego wynikiem w postaci uznania Błogosławionego za Świętego. Najprościej można to streścić w kilku zasadach: kult błogosławionego ma wymiar ograniczony (np. do danego kraju, albo jakiejś grupy osób, albo aktów religijnych), zaś Świętego jest już powszechny (kult Jego obejmuje już cały świat), do tego dochodzi pewna fakultatywność w oddawaniu Jemu czci po beatyfikacji, jak i pewien obowiązek po kanonizacji.
Proces beatyfikacyjny czy kanonizacyjny jest procesem żmudnym, wnikliwym, bierze się w trakcie niego też pod uwagę to, co przeczy temu, aby uznać osobę za Błogosławioną, Świętą, to z kolei ma służyć po raz kolejny rozumowemu odparciu ew. zarzutów. W niniejszym artykule uczynione zostały jedynie wzmianki odnośnie jego meritum, bowiem każdy poruszony wątek można dokładnie przeanalizować, a literatura z tego zakresu też jest bardzo bogata.
Na ten temat m. in. w:
T. Pawluk, Prawo kanoniczne według Kodeksu Jana Pawła II, Doczesne dobra Kościoła, Sankcje w Kościele, Procesy, T. IV, Olsztyn 1990,
Arletta Bolesta, Świętość w świetle przepisów prawa kanonicznego (wybrane zagadnienia z prawa kanonizacyjnego), Kraków 2001.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy prawo kanoniczne jest SPRZECZNE z prawem cywilnym, kwestia zaburzeń psychicznych, cz. 1

Aby wyjaśnić tak sformułowane w temacie pytanie warto dokonać krótkiego opisu jednego ze zdarzeń prawnych. Dokładnie chodzi o poniesienie odpowiedzialności prawnej przez Osoby, które dokonały jakiegoś przestępczego czynu, ale jednocześnie po stronie których można było stwierdzić istnienie zaburzenia psychicznego. A jeszcze inaczej przedstawiając sytuację, to: skoro Osoby Takie mogą zostać pociągnięte przed Wymiar Sprawiedliwości, skoro wobec Nich można zaferować karę mimo zaburzenia po Ich stronie, to dlaczego można – właśnie przy istnieniu zaburzenia – stwierdzić nieważność zawartego przez Nie małżeńskiego związku, co by przypominało sytuację nie poniesienie jednak przez Nie odpowiedzialności? Stąd zapytanie w tytule, bowiem można odnieść wrażenie, iż w przypadku kościelnego prawa małżeńskiego Osoby takie – przy założeniu, iż orzeczona została nieważność zawartego przez Nie związku – nie ponoszą odpowiedzialności za ów fakt, stad też Wyrok pozytywny w Ich sprawie. Przy sytuacji r...

ZASADY ETYCZNE, wedle których winien działać ADWOKAT KOŚCIELNY, cz. 1

Obecnie poruszymy kilka problemów związanych – ogólnie – z kwestią, w jaki sposób winien zachowywać się/działać adwokat kościelny. Asumptem do podjęcia tego zagadnienia jest istnienie zbioru etycznych zasad dla Adwokatów Cywilnych oraz Radców Prawnych. Taki zbiór, pod względem szczegółowego rozstrzygania i regulacji nie istnieje w prawie kanonicznym. Jest bowiem w nim „tylko” kilka kanonów, które odpowiadałyby owemu Zbiorowi z prawa cywilnego. Stąd zastanowimy się także i nad tym: czy czasem nie dobrze byłoby stworzenie takich przepisów, jeśli już nie w KPK, to przez poszczególne Konferencje Episkopatu. Jednym z cywilnych przepisów jest prawo do zwrócenie uwagi przez jednego Adwokata cywilnego drugiemu, gdy Ten narusza zasady etyki adwokackiej. Takiego przepisu w prawie kanonicznym nie ma. A czasami istnienie takowego wydawałoby się nader pożądane. Jak wiemy, jednym z wymogów stawianych kościelnemu adwokatowi jest posiadanie przez niego tzw. nienaruszonej sławy. Częstym przykładem ...

Czy prawo kanoniczne jest SPRZECZNE z prawem cywilnym, kwestia wieku, cz. 2

W analogii do omówionego już wątku zaburzeń psychicznych, warto obecnie podjąć – w podobnym świetle – kwestię wieku. Po raz kolejny nieodzownym będzie odwołanie się do cywilnego prawa karnego, wg którego Osoby, które już ukończyły siedemnasty rok życia jako sprawcy przestępstw mogą zostać ukarani. Istnieją też pewne wyjątki, dotyczące jednak nielicznych przestępstw, za które mogą odpowiadać Osoby już po ukończeniu przez siebie piętnastego roku życia. W woli tylko dopowiedzenia, to Prawodawca cywilny reguluje też sytuacje dla Osób pomiędzy Ich siedemnastym a osiemnastym rokiem życia. Na potrzeby naszych rozważań można wysunąć jeden wniosek, iż praktycznie, w większości osoba jest już „dorosła” (nie chodzi o nomenklaturę cywilną) od swojego siedemnastego roku życia (pomijamy przy tym inne regulacje prawne, wg których owa dorosłość przesunięta jest na pełnoletniość). Przedstawione regulacje dotyczą prawa polskiego. Obecnie warto przyjrzeć się przepisom prawa kanonicznego, aczkolwie...