Nie
do rzadkości należy sytuacja, kiedy z opinii właściwego Biegłego
Sądowego wynika, iż Strona procesowa ma problemy natury
psychicznej, aczkolwiek wg Trybunału owe problemy nie kwalifikują
się do niezdolności tejże natury. Widać to chociażby na
jednym przykładzie – narkolepsji. Poniższa analiza ma też na
uwadze jeszcze inny cel, a mianowicie: aby adwokat/pełnomocnik
Strony nie przeforsowywał za wszelką cenę pewnych okoliczności w
kierunku rzeczonej normy prawnej 1095 KPK, chociaż oczywiście są
pewne elementy, które „śmiało” można byłoby pod nią
podpiąć.
I
tak, jednym z takich elementów jest ten, iż narkolepsja to
zaburzenie neurologiczne, co już samo w sobie brzmi poważnie. Co
prawda nie jest to choroba/zaburzenie o charakterze psychicznym, ale
też Prawodawca nie wymaga takiego stopnia niezdolność –
powtórzmy – nie wyklucza, ale też i nie żąda.
Gdy
proces przebiega z rzeczonego kanonu, to częstokroć następuje
odwołanie do źródła niezdolność. I tu pojawia się drugi
element, który wskazuje na powagę problemu, a stąd na chęć
„podpięcia” analizowanego zaburzenia pod incapacitatis. Wykazano
bowiem, iż dosyć często ma miejsce sytuacja, która zwiększa
prawdopodobieństwo zapadnięcia na zaburzenie, gdy w rodzinie już
takowe miało miejsce.
Dwa
kolejne komponenty, to: czas pojawienia się zaburzenia oraz skutki,
jakie ono wywołuje. Przyjmuje się, iż pierwsze objawy pojawiają
się już w okresie dojrzewania, czyli – dla prawnika kościelnego
– w okresie, gdy Osoba jeszcze nie wstąpiła w związek małżeński,
co z kolei podbudowuje uprzedni charakter samej niezdolności.
A dalej, gdy narkolepsja pojawia się już w takim okresie życia, to
znaczy, iż musi ona już jakoś negatywnie oddziaływać na życie
chorującego. I faktycznie, funkcjonowanie, czy to na płaszczyźnie
życia edukacyjnego, czy już zawodowego przy tym rodzaju zaburzenia
jest dosyć trudne. Także w kościelnym prawie/procesie małżeńskim
podnosi się wątek funkcjonowania Strony, po której bada się ew.
niezdolność w innych sferach życia, i gdy także one
szwankują, tym niezdolność ma bardziej wyrazisty charakter.
Po raz kolejny zatem widać współbrzmienie wymogów, jakie stawia
się podczas procesu z charakterem opisywanego zaburzenia., co tylko
można jednak – niewłaściwie – wykorzystać w procesie, jakby
bez zrozumienia istoty niezdolności.
Piątym
wskaźnikiem to objawy narkolepsji, a wśród nich wyróżnić można
nawet halucynacje. A więc, kolokwialnie mówiąc - „słowo
magiczne” w kościelnym procesie małżeńskim. Z innych możliwych
objawów można wyliczyć tzw. automatyczne zachowania, które też
nie należą do błahych kwestii.
Przedostatnim
elementem to rodzaje natężenia zaburzenia – aż po silny jego
stopień, co może być odpowiednikiem dla ciężkości niezdolności.
I
ostatnim, siódmym czynnikiem to leczenie zaburzenia chociażby
lekami przeciwdepresyjnymi, co jednak nie oznacza wyjścia z niego.
Także i ten rodzaj leków daje nawet bazę pod przyjrzenie się
sprawie w procesie, co jednak należy odróżnić od przyjrzenia się,
przyjęcia sprawy, i zaferowania nawet wyroku pozytywnego.
Te
wymienione powyżej elementy wcale nie muszą zatem oznaczać o
stwierdzeniu niezdolności, a zatem o uznaniu małżeństwa za
nieważnie zawarte. Idąc od najdalej stojącego uzasadnienia tego,
to można wskazać na to, iż pomimo powagi sytuacji, wyliczonych tu
przykładowo problemów, narkolepsja to jednak dla prawa tylko
zaburzenie snu, zatem niemało trzeba byłoby włożyć wysiłku, aby
merytorycznie przekonać (być może więc nie jest to do końca
niemożliwe przedsięwzięcie), iż omawiany rodzaj zaburzenia ma
wpływ na niepodjęcie istotnych obowiązków małżeńskich.
Na
ten temat m. in. w:
Komentarze
Prześlij komentarz