Niektóre
z przemian, z jakimi spotykamy się, mogą wydawać się za
trywialne, inne – niestety już nie.
Spójrzmy
zatem obecnie na pewne zmiany, które mają jednak swoją bogatą
historię, aby odpowiedzieć w ich kontekście na pytanie: czy
niejako wymuszają one zmiany w kościelnym prawie małżeńskim.
Jedną
z nich, na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło mało istotną
kwestią dla prawa, to powstanie nowej grupy/subkultury tzw.
futrzaków. Istotę tego zjawiska można oddać poprzez
upodobnienie się charakterem, zachowaniem, wyglądem do fursony. I
jak już zostało to zasygnalizowane, to nawet sama treść terminu
mogłaby doprowadzić do złudnego wniosku o nieznaczącym problemie,
o zagadnieniu mało poważnym. Faktycznie, bowiem gdy ów ruch
ograniczy się do formy zabawowej z filozofią, która jednak nie
przeszkadza na prowadzenie codziennego, zwyczajnego życia, dopóty
nie ma problemu. Inaczej sytuacja wygląda, gdy tzw. fursona,
przyjmując, iż w jej ciele jest zwierzę, dąży do tego, aby je
przypominać dzięki nawet plastycznym operacjom (!). Zatem, z jednej
strony, przebranie się na zjazd, a następnie już jednak powrót do
normalnego życia, to zupełnie coś innego aniżeli dokonanie
zmiany, która w pewien sposób jest nieodwracalna (operacja), a
przynajmniej, która nie może być systematycznie powtarzana przy
pewnych częstych okazjach (powroty do ciała przed operacją, a
następnie dokonywanie tych samych operacji).
Wniosek
z tego wysuwa się jeszcze jeden, iż pewne problemy, które wydawać
by się mogło są nieistotne, wcale takie nie są.
Inną
nową grupą to minimalizm. I ponownie, kolokwialnie rzecz
ujmując, już przy pierwszym zetknięciu się z tą problematyką,
można dojść do rozsądnego wniosku, iż nic nie stoi na
przeszkodzie, aby – naturalnie - przy zasadności podjąć temat
przy okazji jakiejś małżeńskiej sprawy. Pewne elementy
charakteryzujące ową grupę można przerysować, idąc w stronę
przeciwległego bieguna nota bene już rozważanego, a to
zakupoholizmu. Jednak, tak jak łatwo da się to (owo wyolbrzymienie)
ukazać w świetle ew. nieważności zawartego małżeństwa, tak, z
drugiej strony, łatwo można przedstawić zupełnie inaczej.
Argumentów drugiego rodzaju można przytoczyć wiele: od tego, iż
ruch ten wcale nie polega na ograniczeniu posiadania do ściśle
określonej liczby rzeczy; że ruchowi temu nie przeszkadza
rozwijanie swoich kolekcjonerskich pasji (!); nie stoi jemu na
przeszkodzie zakup pewnych całkiem nowych przedmiotów o
wielofunkcyjnym zastosowaniu (co pozostaje w związku z pójściem za
głosem racjonalnych, nowych trendów); co więcej, iż ruch ten ma
charakter, co jest samo w sobie czymś pozytywnym, ekologiczny.
Konkluzja,
podobna jak powyżej, iż pewne zagadnienia chociaż mogą
zakwalifikować daną sprawę do procesu, to tylko wtedy, gdy są
jego skrajnością. Warto też przy tej okazji dodać, iż
prezentacja danego problemu wymaga jego znajomości; dobrze jest przy
tym zarysować go zwłaszcza, jeśli coś ma charakter nowy, aby na
końcu ukazać, iż dana małżeńska sytuacja nie ma nic wspólnego
z istotą jakiegoś np. nowego ruchu, ponieważ problemem jest jego
skrajna postać, która ruchem tym jednak nie jest.
I
na koniec, ostatni „nowy” ruch tzw. antyszczepionkowców.
Wydaje się, iż termin sam w sobie nie wymaga zbytnio obszernych
wyjaśnień, mówi sam za siebie. Przy tym został zastosowany
cudzysłów, gdyż historia jego sięga już XIX wieku, raz po raz
dochodząc do nowego wzmożonego głosu w danym czasie. Na pewno,
sprawa wydaje się bardziej wiarygodną, gdy następuje
współbrzmienie pomiędzy danym małżeńskim przypadkiem a
wzmiankowanym wzmożeniem problemu w konkretnym czasie, jednak nie
oznacza to, iż gdy mamy do czynienia z pojedynczymi przypadkami, to
można problem w ogóle zbagatelizować, tj. że można nie poruszyć
go w formie tylko prostego pytania.
Aby
nie powtarzać wniosków z powyżej: warto zwrócić uwagę na jeden
znaczący szczegół, a mianowicie, iż obowiązkiem - nie tylko
moralnym - adwokata (zresztą nie tylko jego) jest bycie na bieżąco
z pewnymi „nowinkami”.
Wracając
zatem do pytania postawionego w temacie: czy takie zmiany wymuszają
nowelizację prawa? Odpowiedź można udzielić negatywną, tj.
przedstawione w skrócie przypadki śmiało można rozważać w
obrębie ustalonych już od dawna prawnych reguł. Nowość natomiast
polega na tym, aby odpowiedzieć - czy rzeczywiście kwalifikują
się one pod wymogi stawiane przez Prawodawcę dla danego tytułu czy
tytułów. Też z daleka jestem od stanowiska, że można wzorować
się na tzw. precedensach, gdyż nie powinno się podpinać każdy
przypadek do sztywnie określony już raz, przy okazji innej
małżeńskiej sprawy, schematu.
Na
ten temat m. in. w:
Komentarze
Prześlij komentarz